Strona domowa Andrzeja Brandt

Archiwum tekstów, wspomnień i fotografii

Sołowin Zdzisław

Dla mnie wzór oficera, którego potencjał został zmarnowany przez środowisko pożarnicze. Jego determinacja granicząca z odwagą, wysoka kultura bycia i ogromne zaangażowanie było istotnym motorem pracy Krajowej Sekcji Pożarnictwa NSZZ „SOLIDARNOŚĆ”. Szczególnie we wsparciu politycznym dla nowych regul

Dla mnie wzór oficera, którego potencjał został zmarnowany przez środowisko pożarnicze. Jego determinacja granicząca z odwagą, wysoka kultura bycia i ogromne zaangażowanie było istotnym motorem pracy Krajowej Sekcji Pożarnictwa NSZZ „SOLIDARNOŚĆ”. Szczególnie we wsparciu politycznym dla nowych regulacji prawnych. Tym którzy myślą, że jest to nieznaczący epizod w procesie reformy służby, chcę zwrócić uwagę: po pierwsze – przeciwny proponowanym zmianom był rząd, w tym sam Leszek Balcerowicz, (przy postępującej biedzie nikt nie chciał wzrostu kosztów, a zmiany szły pod prąd powszechnej decentralizacji państwa); po drugie – uzyskanie zdecydowanego wsparcia parlamentarzystów wszystkich opcji wymagało zorganizowanej akcji lobbingowej. Rezultat nie wziął się znikąd. Jeżeli inni bohaterowie mówią co innego, to niech wskażą dokumenty świadczące o ich pracy w tym zakresie. Szczerze mówiąc, to całe środowisko powinno uhonorować Sołowina, który uratował proces legislacyjny przed odesłaniem projektu ustawy do III czytania. Jego szybka interwencja, w godzinach wieczornych, polegała na znalezieniu dwóch – trzech posłów, którzy zaprotestują przeciwko propozycji konwentu seniorów oddalającej głosowanie. Później rozpętała się przewidywana karuzela polityczna i powstał nowy parlament. Wraz z upadkiem starego, projekty poselskie zwyczajowo idą do „kosza”. A takim była nasza ustawa.

Sołowin nie znosił fałszu i koniunkturalizmu. Chociaż wielu „zacnych” tak jego pracę cicho komentowało. Gdy czuł głupotę, czy niesprawiedliwość potrafił otwarcie zwrócić autorowi uwagę. Nie zważał na to kim on był. Robił to z dużą kulturą. Szalenie lojalny wobec swoich przekonań i kolegów, a do tego bardzo honorowy. Nie zabiegał o wyróżnienia, podziękowania, czy awanse. Liczył na uznanie swoich przełożonych lub środowiska. Jest mi szczególnie przykro, że jego następcy w Krajowej Sekcji Pożarniczej całkowicie zdeklasowali jego zasługi w pracy związkowej. Nic nie usprawiedliwia takiego zachowania, gdyż młodzież powinna za nim krzesło nosić, sama dopiero będąc na dorobku.

Po latach dostrzegam jego trafność myślenia i kierowania związkiem w okresie przemian. Z dala od awanturnictwa, najbliżej merytoryki. Był zwolennikiem strategicznego działania, przy pomocy profesjonalnych argumentów.